Aktualności

2017.10.10

Pozytywnie podczas 5. PKO Maratonu Rzeszowskiego

Idealna pogoda do biegania, malownicza i wbrew pozorom szybka trasa, zwycięstwo Polaków oraz pomoc dla Mai i Mateusza. Za nami kolejny bieg z cyklu PKO Rzeszów Biega, który odbył się 8 października w stolicy Podkarpacia.

Relację z 5. PKO Maratonu Rzeszowskiego zaczniemy od wrażeń ubiegłorocznej zwyciężczyni Marioli Sojdy, na co dzień częstochowskiej trenerki akcji BiegamBoLubię. – Bardzo lubię biegać w Rzeszowie. Jest kameralnie. Poza tym przed rokiem zaliczyłam kapitalny start. Od początku do końca taki jak sobie zaplanowałam. Tym razem nie było tak różowo. Do połowy dystansu mogłam być jeszcze zadowolona, potem umarłam – zażartowała i opowiadała dalej. – Organizmu nie da się oszukać. Za słabo trenowałam, poza tym rozchorował się mój mały syn i przygotowania bezpośrednio przed biegiem wzięły w łeb. W efekcie pobiegłam grubo poniżej życiówki i zajęłam czwarte miejsce z czasem 3 godzin i kilkunastu sekund. Ostatniego słowa oczywiście nie powiedziałam, to po prostu nie był mój dzień – stwierdziła.

Maraton w Rzeszowie będzie za to dobrze wspominał Adam Szymański z sekcji biegowej PKO Banku Polskiego. – Miałem przed startem ambitny cel. Nie tylko chciałem poprawić życiówkę, ale też pobiec poniżej 3 godzin i 10 minut. No i życiówkę poprawiłem o ponad 6 minut, drugiego celu już nie udało się zrealizować natomiast nie czuję niedosytu. Rozegrałem ten bieg mądrze. Koło 35 kilometra zorientowałem się, że o plan maksimum może być ciężko. Gdybym wtedy pobiegł „w trupa”, może i dałbym radę, ale mając z tylu głowy kilkugodzinny powrót samochodem do domu odpuściłem. I dobrze. Dzięki temu czuję się świetnie i mam o co walczyć w kolejnych startach. Poza tym zabieram z Rzeszowa same dobre wspomnienia. Ładne, malownicze miasto. Widać, że mocno się rozwija. Trasa jak najbardziej na życiówkę. Chociaż Podkarpacie kojarzy się z terenem pagórkowatym, to było płasko i szybko – podsumował.

Bartłomiej Wolski przyjechał z Rudy Śląskiej i po biegu kręcił nosem. – Chciałem złamać 3 godziny. Byłem na to przygotowany. Nie udało się. Dobiegłem w 3:15 i jestem rozczarowany. Diabli wiedzą co zrobiłem nie tak. Wiem na pewno, że odcięło mnie na 32 kilometrze. Klasyczna ściana. Na trasę nie mogę narzekać. Bardzo fajny profil, może ciut zbyt kręta, ale to nie tu pies pogrzebany.  Po prostu zawaliłem, ale podobało mi się na tyle, że na pewno wrócę do Rzeszowa i liczę, że następnym razem pobiegnę tak jak sobie założyłem – zakończył.

Dla równowagi pozytywny głos w sprawie. Dobrą energią po biegu emanował organizator imprezy Mirosław Wierzbicki. – Muszę przyznać, że poszło wyjątkowo gładko. Żadnych kłopotów, żadnych wpadek. Na pewno dlatego, że mamy już spore doświadczenie, ale pomogła też pogoda. Nie było za zimno ani za ciepło. To przełożyło się na zero w liczbie interwencji medycznych, a to dla nas zawsze powód do zadowolenia. Poza tym znów delikatnie podskoczyła nam frekwencja i pozytywnie patrzymy w przyszłość. Już niedługo 5. PKO Bieg Niepodległości, a w kolejnym roku oczywiście półmaraton i maraton. W tym drugim nie planujemy zmiany trasy. Uczestnicy ją chwalą za szybkość i za walory widokowe. Nie ma zatem sensu, żeby poprawiać coś, co działa. Cieszę się też, że zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn wygrali Polacy. To moja osobista satysfakcja – podkreślił.

Na koniec bardzo dobra informacja. Aż 669 uczestników maratonu i sztafety maratońskiej dobiegło do mety z przypiętą do koszulki kartką „biegnę dla Mai i Mateusza”. Ich wysiłek zostanie teraz przeliczony na konkretną pomoc – Fundacja PKO Banku Polskiego przekaże darowiznę na leczenie dwójki dzieci. 3,5-letnia Maja cierpi na bardzo rzadką wadę rozwojową kości w prawej nóżce i czeka ją kolejny etap operacji. Z kolei 12-letni Mateusz urodził się z Zespołem Goldenhara oraz niedoborem wzrostu i potrzebuje specjalistycznego leczenia. Dziękujemy zawodnikom za zaangażowanie!

Krzysztof Łoniewski
dziennikarz Programu III Polskiego Radia

Zdjęcia z 5. PKO Maratonu Rzeszowskiego są dostępne w zakładce Multimedia.

5. PKO Maraton Rzeszowski wystartował w niedzielę 8 października o godz. 9.30. O tej samej godzinie ruszyła także 4. PKO Rzeszowska Sztafeta Maratońska. Uczestnicy przebiegli ulicami centrum Rzeszowa oraz przez tereny wzdłuż Wisłoka. Start i meta znajdowały się w Centrum Handlowym Millenium Hall. Maraton ukończyło 445 osób, a najszybszy na tym dystansie był Przemysław Dąbrowski z Borawego, który osiągną czas 2:24:10. Na drugim miejscu znalazł się Ukrainiec Dmitry Pozhevilov (2:26:05), a na trzecim Paweł Kosek z Tych z wynikiem 2:30:13. Najlepsza wśród pań była debiutująca w maratonie Paulina Grzegórzek ze Szczecina (2:54:20), drugą pozycję zajęła Paulina Wywłoka z Jarosławia (2:55:49), a trzecią Justyna Śliwiak z Warszawy (2:56:22). W 4. PKO Rzeszowskiej Sztafecie Maratońskiej wzięły udziały 52 drużyny liczące po 5 osób, czyli łącznie 260 zawodników. Najlepsza okazała się sztafeta CWKS Resovia Rzeszów z wynikiem 2:21:23.

Więcej informacji o cyklu PKO Rzeszów Biega na stronie: http://www.runrzeszow.pl/.