Aktualności

2018.06.06

Pogodowy rollercoaster w Lublinie

Historia w tle, wymagająca trasa, oczekiwanie na frekwencyjny boom i zbawienny deszcz. Za nami 6. PKO Półmaraton Solidarności.

Przed biegiem głównym, dużo mówiło się o temperaturze. Słupek rtęci w przeddzień imprezy o godzinie 9 rano pokazywał ponad 30o C. Obawa, że utrudni to życie biegaczom była uzasadniona:

- Rzeczywiście meldując się na starcie martwiłem się, że to nie będzie dobry czas, a okazało się, że poprawiłem życiówkę (1:47) . Jestem z siebie dumny - zaczął Karol Korytkowski. - Nie dość, że duchota to jeszcze wiadomo, że u nas na Lubelszczyźnie nie jest płasko. Perspektywa pokonania kilku podbiegów w upale prawie sprawiła, że rozważałem czy nie zostać w domu. Górę wzięła jednak ambicja. I dobrze. Tuż przed startem zaczęło kropić. Gdy ruszyliśmy na trasę rozpętała się ulewa. Kiedy przestało padać nie było już czuć upału. , a powietrze zrobiło się przyjazne - zakończył z satysfakcją.

Dumy nie krył także organizator imprezy Marek Wątorski:

 - Zaklinałem ten deszcz i się udało! Teraz zaklinam biegaczy z całej Polski, żeby wreszcie dostrzegli nasze starania. Mamy naprawdę kapitalną trasę. Ci, którzy zdecydują się na udział nie mogą się jej nachwalić. Mówią, że co prawda trudna i z podbiegami, ale za to nie ma ani chwili nudy i jest malowniczo. Poza tym to niecodzienny bieg ze względu na historię. Solidarnościowy element w nazwie oczywiście nie jest przypadkowy. To u nas w Lublinie i Świdniku wybuchły pierwsze robotnicze strajki latem 1980 roku. Potem rozlały się na resztę kraju i mam wrażenie, że się o tym zapomina. Wracając do biegaczy to Półmaratonowi towarzyszy mnóstwo innych biegów. Samych imprez dziecięcych i młodzieżowych jest 17. Postaraliśmy się też o efektowny medal. W niedzielę uczestnicy odebrali pierwszą z trzech części, które w efekcie stworzą imponującą patriotyczną układankę po biegu na 100 lecie Niepodległości 11 listopada - zakończył.

Najlepszym z Polaków na mecie był Łukasz Woźniak. Startował po raz drugi, bo za punkt honoru wziął sobie, żeby być lepszym niż przed rokiem.

- W moim debiucie w Lublinie byłem drugim z Polaków. Jestem ambitnym gościem i tym razem chciałem być najlepszy. Czarnoskórych biegaczy nie udało się wyprzedzić, ale żaden z rodaków nie dał mi rady. Cieszę się oczywiście, że zrealizowałem swój cel i dodam, że nie jestem zawodowym biegaczem. Łączę treningi z pracą ratownika. To nie pozwala często na właściwą regenerację, ale nie wyobrażam sobie życia bez startów. Sam bieg szedł w parze z pogodą. Trasa trudna i pofałdowana, a pogoda kluczyła od zaduchu przez mżawkę do ulewy. W ogóle mi to nie przeszkadzało i oczywiście mam zamiar wrócić do Lublina za rok - stwierdził.

Relację z biegu kończymy podziękowaniami dla tych uczestników, którzy przypięli do koszulek kartkę z napisem "Biegnę dla Bianki i Julii".

- To, że aż 600 zawodników pobiegło dla dwóch dziewczynek, które potrzebują szybkiego wsparcia. To fenomenalny wynik przy tym jak 645 biegaczy ukończyło bieg. Teraz Fundacja przekaże środki, które pomogą chorym i ich rodzicom w procesie intensywnego leczenia – mówił Jan Karwański, dyrektor Regionalnego Oddziału Bankowości Detalicznej PKO Banku Polskiego w Lublinie. – Lublin, po raz kolejny pokazał, jak ogromne ma serce - dodał.