Aktualności

2019.11.25

Pobiegli dla niepodległej

Ruchome biało czerwone flagi, tysiące uczestników na starcie i mnóstwo patriotycznych uniesień. Biegacze uczcili 101 rocznicę odzyskania przez Polskę Niepodległości.

Relację z trzech Biegów Niepodległości zaczynamy od stolicy. Tu na linii startu zameldowała się rekordowa liczba ponad 16 tysięcy uczestników. Rozdysponowanych pakietów było aż 22 tysiące, ale zaskakująco dużo posiadaczy numerów startowych nie pojawiło się w Alei Jana Pawła II. Nie należeli do nich Tomasz i Łukasz Orzechowscy. Ojciec i syn. Przyjechali aż z Kołobrzegu. – Jesteśmy w Warszawie już od piątku. Całą rodziną. Robimy tak co roku. Zwiedzamy miasto, jadamy dobre rzeczy i przede wszystkim uczestniczymy w biegu. Ja w głównym, syn w młodzieżowym. Biegam na co dzień sporo, tu chciałbym uzyskać czas około 40 minut, ale oczywiście najważniejszy jest urok całego wydarzenia. To jest dla mnie najlepsza z możliwych forma świętowania najważniejszej rocznicy w historii naszego kraju. Bardzo emocjonalnie przeżywam hymn śpiewany przed biegiem, łzy mi się kręcą jeszcze dobre kilka minut po starcie. Za rok też się można nas spodziewać – zakończył Pan Tomasz.

Inny Tomasz – Grycko, niemal jak zwykle pokazał plecy rywalom w Biegu Niepodległości rozgrywanym w Gdyni. Kompletnie zdominował rywalizację w ostatnich latach PKO Grand Prix Gdyni. Trudno już zliczyć jego zwycięstwa w kolejnych odsłonach cyklu. – Przyznam szczerze, że się nie spodziewałem, że znów uda mi się wygrać – zaczął. I tłumaczył swoje wątpliwości. – Jestem w okresie roztrenowania, trenuję tyle co kot napłakał, poza tym przytyłem dobre 4 kilogramy. Przy mojej wadze z pełni sezonu na poziomie 64 kilogramów naprawdę czułem się cięższy. Do tego doszły też kłopoty mięśniowe, ale prowadziłem od pierwszego do ostatniego kilometra i właściwe powiększałem przewagę nad konkurentami. Miałem nawet czas, żeby chłonąć niepodległościową atmosferę biegu. Przede wszystkim od kibiców. Mieli ze sobą biało-czerwone flagi, ubrani też byli często w barwy narodowe. Chyba najbardziej cenię sobie zwycięstwa właśnie w tym biegu. Startowałem w nim bodaj dziewiąty raz i na pewno nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa – stwierdził.

A co w Rzeszowie? Zanotowali niepodległościowy frekwencyjny rekord. Chwali się nim organizator biegu Mirosław Wierzbicki. – Prawie 2 tysiące uczestników w naszych podkarpackich realiach to naprawdę spory sukces. Na pewno pomogła w tym świetna, niemal bezwietrzna i rześka pogoda. Oczywiście nie zabrakło ruchomej biało czerwonej flagi, którą stworzyli biegacze. Podpatrzyliśmy ją w Warszawie i u nas ten zwyczaj przyjął się doskonale. Do tego grupa uczestników zamykająca stawkę biegła z prawdziwą polską flagą. W ubiegłym roku miała długość 25 m, w tym była o 10 metrów dłuższa. Cieszę się, że przybyło też kibiców. Małe tłumy mieliśmy zwłaszcza na rynku. Żałuję tylko trochę, że zwyciężyli obcokrajowcy. Wśród pań Ukrainka Natalia Semenovych, u panów Słowak Tibor Sahajda. Z drugiej strony to jednak znak czasów. Jesteśmy częścią integrującej się, także biegowo Europy i to dobrze, że nasze biegi przyciągają dobrych zawodników z zagranicy – podsumował.

Wymienione biegi po raz ostatni w tym roku były okazją do akcji charytatywnych spod znaku „Biegnę dla…”. W Warszawie uczestnicy wybiegali pomoc dla Kamila, w Gdyni dla Alicji i Marceliny, a w Rzeszowie dla Wiktorii. Fundacja PKO Banku Polskiego przekaże finansowe wsparcie na ich dalsze leczenie.

Krzysztof Łoniewski

Dziennikarz Polskiego Radia Trójka