Aktualności

2018.05.30

Pasjonująca walka i drugie w karierze zwycięstwo w Półmaratonie Kurpiowskim

To była zacięta batalia o laury. Przemysław Dąbrowski najpierw musiał wygrać ze swoimi słabościami, a potem z rywalami. Mimo kłopotów zdrowotnych i upalnej pogody, wyprzedził wszystkich i jako pierwszy wbiegł na metę 24. Półmaratonu Kurpiowskiego. Pokazał prawdziwy hart ducha!

 Przemysław Dąbrowski przed rokiem odniósł zwycięstwo w Półmaratonie Kurpiowskim i w tegorocznej edycji od początku był jednym z faworytów. Plany zamierzali mu jednak pokrzyżować biegacze z Ukrainy i Białorusi. – Wiem, że są bardzo mocni, ale pobiegnę taktycznie. Co z tego wyjdzie? Zobaczymy. W każdym razie nastawiony jestem bardzo bojowo – zapowiadał Dąbrowski przed zawodami.

 Niedzielny bieg od początku był dla niego olbrzymim wyzwaniem. Po pierwsze – odbywał się w wysokiej temperaturze. Po drugie – w dniu zawodów biegacz Dąbrowski zmagał się z problemami zdrowotnymi, co bardzo źle wpływało na jego samopoczucie.

 Mimo to reprezentant gminy Rzekuń od początku narzucił wysokie tempo i przez pierwsze dwa kilometry prowadził stawce. W dalszej części trasy inicjatywę przejęli Ukraińcy: Siergiej Okseniuk i Jurij Wykhopen, którzy prowadzili aż do 15. kilometra. W czołówce cały czas biegł też Polak Andrzej Leończuk. Na sześć kilometrów przed metą przyspieszył Dąbrowski, dał z siebie wszystko, wyprzedził rywali i nikomu nie pozwolił wydrzeć sobie pozycji lidera.

 „Nie mogę uwierzyć, że tego dokonałem!”

– Kiedy na 15. kilometrze zaatakowałem rywali, poczułem prawdziwą moc. Trzy kilometry dalej wiedziałem już, że utrzymam przewagę do mety. Dopingowali mnie kibice i cała moja rodzina. Dawało mi to taką moc, że mógłbym przebiec nawet drugie tyle! – wyznał zwycięzca zawodów. – Nie mogę uwierzyć, że dokonałem tego. Miałem pewne problemy żołądkowe i czułem się niezbyt dobrze. Zwycięstwo to dla mnie super sprawa! – dodał.

 Jego czas 01:09:45 – w upalnych warunkach, jakie panowały na trasie – robi naprawdę duże wrażenie. Na drugim miejscu do mety dobiegł Andrzej Leończuk, który uzyskał czas 01:10:14. Zaraz za nim byli wspomniani już biegacze z Ukrainy: Siergiej Okseniuk (01:10:26) i Jurij Wykhopen (01:10:32). Kobietą, która pierwsza dobiegła do mety, była Czeszka Petra Pastorova z klubu biegowego Seitl Ostrava. Jej czas to 01:22:10.

 Zmieniona, szybka trasa magnesem dla biegaczy

Zawodnicy drugi rok z rzędu rywalizowali na zmienionej trasie. Wystartowali z bieżni Stadionu Miejskiego przy ul. Wincentego Witosa 1. Przebiegli ulicami miasta, po czym ruszyli na tereny wiejskie – przez Goworki w kierunku Nowej Wsi i drogą w kierunku Teodorowa aż do drogi krajowej 61. Na 14. kilometrze zawodników czekał nawrót i powrotny bieg do Ostrołęki.

 – Ta trasa jest bardzo fajna, szybka i mniej podatna na wiatr. Biegniemy przez lasy i częściowo jesteśmy osłonięci. Dzięki temu można powalczyć o dobry wynik – wyjaśnił Przemysław Dąbrowski.

 Od zeszłego roku podczas imprezy rozgrywany jest także bieg na 10 km – Kurpiowska Dziesiątka. Na tym dystansie zwyciężył Michał Makowski z Ciechanowa, który dobiegł do mety z czasem 00:34:01. Zwyciężczynią była Oksana Okseniuk z Ukrainy. Jej czas to 00:39:22.

 Pobiegli dla Wiktorii i Wojtusia

Ponad połowa uczestników Półmaratonu Kurpiowskiego wzięła udział w akcji charytatywnej PKO Banku Polskiego „biegnę dla Wiktorii i Wojtusia”, przypinając do koszulek podczas zawodów kartkę z napisem o wsparciu dla nich. Ich zaangażowanie zostanie przeliczone na konkretną pomoc. Teraz Fundacja PKO Banku Polskiego przekaże darowiznę na leczenie dzieci. 

Wiktoria ma niespełna trzy lata i walczy z nowotworem złośliwym mózgu. Znajduje się w trakcie specjalistycznego, na które zbierane są środki.  Jest podopieczną Fundacji „Kawałek Nieba. 6,5-letni Wojtuś, który jest podopiecznym Fundacji Dzieciom „Zdążyć z pomocą”, cierpi na mózgowe porażenie dziecięce czterokończynowe, wodogłowie i epilepsję. Do codziennego funkcjonowania potrzebuje specjalistycznego sprzętu.

Marek Wiśniewski

Czytaj także:

Żar lał się z nieba, ale w 3. PKO Bydgoskim Festiwalu Biegowym zasuwali na całego!

6. PKO Półmaraton Solidarności. To nie jest trasa dla słabeuszy