Aktualności

2018.10.09

Na Śląsku nie było się łatwo

Cztery miasta, trudna acz malownicza trasa, frekwencyjny rekord, żółtodziób i Ślązaczka na najwyższym stopniu podium. Za nami 10. PKO Silesia Marathon.

Rzadko się zdarza, o ile w ogóle takie sytuacje mają miejsce, żeby zwycięzcą dużego maratonu był biegacz, który na tym dystansie debiutował niecałe pół roku temu. Kimś takim jest Andrzej Rogiewicz z Grudziądza. - Rzeczywiście pierwszy maraton odhaczyłem w kwietniu w Krakowie. Dobiegłem wówczas w niezłym czasie i postanowiłem pójść za ciosem. Przed miesiącem startowałem we Wrocławiu i pomyślałem, że może biorę sobie za dużo na głowę  decydując się na maraton na Górnym Śląsku. Okazało się, że nie. Wygrałem ze sporą przewagą z czasem 2:26:39. A do połowy dystansu biegłem nawet na rekord trasy – mówił na mecie. - Oczywiście, że jestem szczęśliwy. Mam dopiero 25 lat, ale już spore doświadczenie biegowe. Zaczynałem kilkanaście lata temu od dystansów średnich, stopniowo zwiększając kilometraż. Jestem nawet medalistą mistrzostw Polski w półmaratonie choć nie jestem zawodowym biegaczem. Jestem żołnierzem. Nie papierowym. Codziennie przychodzę na służbę – dodał Rogiewicz.

U pań równych sobie nie miała Patrycja Włodarczyk. - Bardzo chciałam wygrać. Po pierwsze dlatego, że zwyciężyłam przed rokiem, po drugie, że biegłam przecież u siebie. Co prawda nie „godom”, ale czuję się Ślązaczką. Pochodzę z Jaworzna i mam wielki sentyment do Silesia Marathon. Do 15 km sporo krwi napsuła mi Chorwatka. Nie tylko deptała mi po piętach, ale i sama narzucała tempo. Do 27 km liczyłam, że mogę pobiec na rekord trasy, ale wtedy zaczęły mnie boleć nogi i swoje zrobiła psychika. Wiedziałam, że prowadzę z 4 minutową przewagą i podświadomie zdjęłam nogę z gazu. Mój czas 3:00:34 nie powala i wiem, że stać mnie na szybsze bieganie. Mam zatem cel na start w przyszłym roku - podsumowała.

Jak zwykle refleksyjny był Bohdan Witwicki, dyrektor biegu. - W związku z tym, że sam przebiegłem ponad sto maratonów, uważam że potrafię zadbać o każdego biegacza z osobna - zaczął. - Starałem się pogratulować na mecie każdemu z osobna, ale doskonale wiem, że to za mało, żeby maratończycy zabrali ze sobą dobre wspomnienia. Ważniejsza jest ciekawa trasa. Nasza, choć nie jest łatwa, taka jest. I to jej wielki atut. Poza tym proszę mi wskazać maraton, nie tylko w Polsce, wiodący czterema miastami. Tak jest właśnie u nas. Katowice, Chorzów, Siemianowice Śląskie i Mysłowice. No tego, tylko u nas zapisując się na bieg, można zwiedzić zjawiskowy Nikiszowiec. Historyczną dzielnicę górniczą. Z kapitalną, zabytkową architekturą i czerwonymi futrynami – opowiadał dalej.

A my kończymy, jak zwykle, podziękowaniami dla tych, którzy przypięli do koszulek kartki z napisem „Biegnę dla...” i sprawili, że swoje zrobi teraz Fundacja PKO Banku Polskiego przekazując środki na leczenie dzieci.

Krzysztof Łoniewski
dziennikarz Programu III Polskiego Radia