Aktualności

2018.11.13

Biegowe 100 lat Niepodległej

Świętowanie Niepodległości na biegowo stało się dobrym zwyczajem. Zwyczajem pozytywnym, pozbawionym kontrowersji i wyjątkowo popularnym. Dość powiedzieć, że tylko w Warszawie, Gdyni i Rzeszowie najważniejsze narodowe święto uczciło prawie 25 tysięcy biegaczy.

W 18 tysięcznym tłumie w Warszawie wypatrzyliśmy rekordzistę Polski w maratonie Henryka Szosta. Reprezentował jako zawodowy żołnierz grupę sportową klubu Grunwald Poznań. – Przyjechałem do Warszawy z nie do końca zaleczoną kontuzją, nie mogło być zatem mowy o ściganiu się i walce o zwycięstwo. Chociaż gdy startując bodaj z piątej strefy zobaczyłem, że pod drugiej stronie Al. Jana Pawła II najlepsi właśnie finiszują najchętniej przeskoczyłbym barierkę i pognał razem z nimi. Cóż nie tym razem, ale nie żałuję ani trochę udziału w tempie, nazwijmy to, umiarkowanym. To było świetne uczucie kiedy z jednej strony mijałem jednych biegaczy, z drugiej inni mijali mnie. Miałem wrażenie, że biorę udział w biegu z nieskończoną liczbą uczestników. Byli jak okiem sięgnąć i przede mną i za mną. To było nowe doznanie, bo z reguły jestem w czołówce biegu i mam obok siebie kilku, góra kilkunastu rywali – zauważył.

O rekordowy czas nie walczył na warszawskiej trasie także Adam Szymański z drużyny biegowej PKO Banku Polskiego. – Rzeczywiście nie nastawiałem się na szybkie bieganie. To był mój ostatni start w sezonie - to raz. Dwa, że to zbyt podniosła uroczystość, żeby koncentrować się na „życiówkach". Chciałem cieszyć się atmosferą biegu, hymnem i biało-czerwoną flagą, którą jak na dłoni widać na wiadukcie przy Dworcu Centralnym. Jak zwykle największą frajdę sprawił mi jednak ostatni kilometr. Tam jest najwięcej kibiców, są bębniarze i spiker zagrzewający do boju na ostatnich metrach. Kontemplowałem każdą chwilę – stwierdził.

W Gdyni wśród 4,5 tysiąca biegaczy na stracie ustawiła się Agnieszka Rusiecka. Wpadła jak po ogień. – Zdążyłam w ostatniej chwili. Cały dzień byłam w niedoczasie. Właściwie wbiegłam do swojej strefy kiedy już śpiewano hymn. Plus był taki, że goniąc na złamanie karku nie potrzebowałam rozgrzewki. Potem już było wspaniale. Na trasie było więcej kibiców niż zwykle, a mam porównanie, bo startuję dość regularnie w gdyńskich biegach. Muszę się też pochwalić, że dobiegłam do mety z niezłym czasem 49 minut i 3 sekund. Na co dzień zajmuję się cross fitem i ten bieg pokazał mi, że jestem w niezłej formie wydolnościowej. Potem już cieszyłam się świąteczną atmosferą z najbliższymi. Czekali na mnie na mecie – zaznaczyła.

Na koniec zaglądamy do Rzeszowa. Tu prawdziwą furorę zrobiła 25 metrowa narodowa flaga, którą grupa biegaczy niosła przez bite 10 kilometrów. Zauważyła ją oczywiście Matylda Kowal. Dwukrotna olimpijka, specjalizująca się w biegu na 3000 metrów z przeszkodami. – Flaga robiła kapitalne wrażenie. Była imponujących rozmiarów i podziwiam tych, którzy biegli z nią od startu do mety. Przed biegiem czułam się jak na igrzyskach. Byłam po prostu dumna, że jestem Polką. To nie jest uczucie łatwe do opisania, ale na pewno niezwykłe. Co do samego biegu to rzadko startuje w imprezach ulicznych. Niedzielny bieg potraktowałam właściwie treningowo, ale wyszło co najmniej nieźle. Zajęłam drugie miejsce – zakończyła.

A my kończymy podziękowania dla wszystkich, którzy przypięli do koszulek kartkę z doskonale rozpoznawalnym napisem „biegnę dla...". Wśród tysięcy uczestników Biegów Niepodległości w Warszawie, Rzeszowie i Gdyni blisko 6,5 tys. zawodników wzięło udział w akcji charytatywnej i pobiegło dla Zosi, Michała i Artura. W zamian za ich zaangażowanie Fundacja PKO Banku Polskiego przekaże darowizny na ich leczenie.

Krzysztof Łoniewski
dziennikarz Programu III Polskiego Radia